Nie jest prawdą, że w Norwegii wystarczy wyjść za dom i można zrobić ładne zdjęcie. Aczkolwiek dawno już nie słyszałem niczego, co by tak blisko prawdy leżało.

Nigdy nie ukrywałem, że Norwegia to miejsce w którym się zakochałem i ta miłość nie słabnie. Być może surowy klimat, duże przestrzenie niewypełnione przez człowieka lub jego działania, jest dla mnie kojący. Możliwe że chodzi o to, że nie jest za gorąco i pierwszą rzeczą jaką robię, wchodząc do jakiegoś pomieszczenia, nie jest ściąganie bluzy lub swetra. Może to butelkomaty, które przyjmują nawet słoiki i plastikowe butelki czy puszki, gdzie w tym samym czasie w Polsce nie mogę sprzedać butelek po piwie, które kupiłem dzień wcześniej w tym samym sklepie. Składowych jest wiele, od błahostek i drobnostek do bardziej globalnych, poprzez średnio prozaiczne.

W przerwie między odwożeniem chłopaków rowerami do szkoły, a robieniem obiadu i piciem kawy, wybraliśmy się z moją – wtedy przyszła, a teraz obecną – szwagierką na krótki spacer. Na 3 zdjęciu widać po minie Adźki, że było około 7 stopni – podobno ciepło jak na końcówkę maja 😉

agata_02agata_03agata_04agata_05agata_06agata_07agata_08agata_09agata_10agata_11agata_13

fotografia_slubna_rzeszow_02

Często mam tak, że kilka dni przed ślubem mam koszmary senne – zapominam w nich zabrać aparatu na ślub, zagaduje się z księdzem na zakrystii, a w tym czasie ten właściwy ksiądz udziela ślubu mojej parze. Wskakuję więc do auta, jest ślisko, bo to w końcu sierpień, miesiąc dużych śnieżnych opadów. Na szczęście moja szwagierka prowadzi – chociaż, w realnym świecie, to podobno wcale nie taki szczęście. W domu Panny Młodej znajduje aparat, dojeżdżam na wyjście Pary Młodej z kościoła – w między czasie doszło do dziwnych wydarzeń. Pan Młody się zmienił, jego miejsce zastąpił ktoś nowy, ale goście i tak się cieszą i radują. A ja się zastanawiam skąd wziąć zdjęcia z tego ślubu, bo póki co zrobiłem tylko kilka, w tym połowa z nich dotyczy moich butów. O dziwo nowożeńcy nie są źli – a przynajmniej nie tak bardzo jak ja sam na siebie. Budzę się – nigdy niczego nie zapomniałem, nawet jak godzinę przed ślubem miałem wypadek samochodowy, w którym moje auto wisiało na chaszczach, 3 metry nad rzeką, to jednak zdążyłem na ślub. W nie swoich za długich i za ciasnych ciuchach – ale jednak. Fotografia ślubna potrafi być stresująca.

Przed tym ślubem spałem spokojnie.

Czasem jak kogoś poznajesz, to od razu coś między Wam zaskakuje, rodzi się jakaś więź, komunikacja jest na tym samym poziomie. Tak było kiedy poznałem Kasię i Miłosza – spotkaliśmy się, żeby porozmawiać o ich przyszłym ślubie, zrobiłem makaron ze szpinakiem ( i dużą ilością jalapeno, dziwię się dali radę :), potem zjedliśmy sernik, który przynieśli. I rozmawialiśmy 3 godziny, rozmawiając pierwsze o ślubie, potem o naszych korzeniach i życiowych celach. Śmialiśmy się z żartów i nie było w tym nic z kurtuazji.

Kilka miesięcy później odbył się ich ślub – zapraszam do oglądania!

fotografia_slubna_rzeszow_01fotografia_slubna_rzeszow_03
POKAŻ WIĘCEJ!!