Raz na jakiś czas człowiek ma ochotę zrobić sobie zdjęcie. Ja robię to dosyć często w lutrze, bo wtedy mając aparat przy twarzy, nie widać jej za dobrze, więc wartość estetyczna nie traci zbyt dużo;)

Geneza robienia samemu sobie zdjęć to początek moich przygód z aparatem – nikt nie chciał mi pozować, zwłaszcza, że miałem wtedy z reguły dosyć ponuro-ciemne wizje. Widelec wbijany w ciało, naciąganie skóry itd. Jakoś mi to przeszło ostatnio, chociaż z powodów sentymentu pewnie za jakiś czas pomyślę znowu o tym. Tylko poczekam na koniec sezonu ślubnego. Poza tym najczęściej ochota na robienie zdjęć miałem wtedy kiedy nikogo w okolicy nie było, więc musiałem się zadowolić sam sobą – jakkolwiek to brzmi;)

No i nie ma  innego takiego modela jak ja, który tak bardzo by mnie rozumiał. Brak więc konfliktów, niesubordynacji i nieposłuszeństwa.  I rozumienie się czasem bez słów… myślę, że to dobry początek w fotografii portretowej;)

fotograf rzeszów

Leon to ten młodszy, Bartek to tata – zdjęcia z mamą mam nadzieję, że będą niedługo:)